Przedszkolak, czyli musisz być najlepszy we wszystkim.

Czy nasze dzieci muszą być we wszystkim najlepsze? Czy nie będzie lepiej jak zostaną przeciętne? A może jednak jak będą najgorsze, to też, aż tak bardzo im nie zaszkodzi?

Rodzice często przesadzają ze swoimi ambicjami wobec dziecka możliwości. Kto cierpi najwięcej? Dziecko rzecz jasna, ale czy ktoś się tym przejmuje? No właśnie nie bardzo. Dziecko jednak, może przeżywać koszmar związany z uporem jego rodziców do zrobienia z niego geniusza, ale będzie to ukrywać, żeby nie zawieść swoich opiekunów, którzy na niego liczą.

najlepszy

Co chcemy udowodnić?

Częściej jednak zdarzają się sytuacje, gdzie, dzieci nie mają świadomości, że rodzice „pakując” w nie wiedzę, w wieku czterech, pięciu czy sześciu lat, chcą tak naprawdę udowodnić, jakimi są dobrymi rodzicami. Nierzadko niestety jest to tylko dowód dla innych rodziców, z którymi świadomie, lub czasami nieświadomie, konkurują.

W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że jestem absolutnym zwolennikiem, nauczania dzieci wszystkiego, co może im się w życiu przydać. Mój malec ma niecałe 4 latka i potrafi rozpoznać cyferki od 0 do 10. Alfabet również lubi poznawać. Zna już prawie cały. I to jest ok, ale nic na siłę. Nie siedzimy nad nim z linijką w ręku. Absolutnie nie zamierzam nikogo urazić, chcę tylko żeby każdy się zastanowił głęboko, po co to robi? Dla dobra dziecka, czy dla swojego widzi mi się, albo co gorsza dla zrobienia dobrego wrażenia u sąsiada, dziadka, koleżanki, psa czy kota?

Jak to robić z głową?

Nie ma nic złego w nauczaniu naszych maluszków, tylko musimy wiedzieć po co to robimy, oraz jak to zrobić. Dla dobra dziecka, lepiej będzie jeśli wiedza jaką chcemy mu przekazać, zostanie podana w łagodny sposób, w spokojnym otoczeniu oraz w warunkach, gdzie będzie mogło skupić się na nauce, a nie na bajce, podwieczorku i cyferkach w tym samym czasie. Dodałbym jeszcze jedno zdanie, ale nie u każdego dziecka zadziała. Ponieważ widziałem dzieciaczki (w tym i mojego synka), które chcą nabywać wiedzę z książek, więc sami możemy je zapytać np; „czy teraz pouczymy się literek” itp. Ale obawiam się, że u części dzieci, odpowiedź zawsze będzie negatywna, (ślizgawka i zabawki są o wiele zabawniejsze niż nauka) więc może lepiej, niektórych nie pytać 🙂

Najważniejszą rzeczą jest to, żeby dziecko przyswajało przekazywaną mu wiedzę, a jak już nam wiadomo, mózg dziecka (ale nie tylko dziecka) pracuje najlepiej wtedy kiedy jest aktywny, czyli jak dziecko samo coś robi i chce to robić. Oczywiście przyda się pomoc mamy lub taty, ktoś te ułamki i pierwiastki wytłumaczyć musi 🙂

Dobrym sposobem do nauki są, różnego rodzaju gry edukacyjne, których ilości w sklepach na półce oraz na allegro, potrafią zszokować niejednego rodzica, planującego taki zakup. Najlepiej poczytać wcześniej recenzje, zanim wydamy 500zł na nikomu niepotrzebne planszówki. Polecam sprawdzić tutaj, Znajdziesz tam szeroki asortyment dla najmłodszych (i nie tylko).

Oprócz tego, każda zabawa na dworze, czy wyjście na spacer, to też możliwości nauki. Dzieci są ciekawe świata i dopóki będziemy im odpowiadać na pytania, dopóty nie przestaną pytać. Wiem, że czasami bywa to trudne. Pytania naszych bobików, często przekraczaja naszą wiedzę o świecie, ale takie już dzieci są i chcą wiedzieć jak najwięcej. Więc nie zabierajmy im tej przyjemności.

Nie musisz być najlepszy

Ale wracając do głównego tematu. Dlaczego to akurat nasz maluch musi namalować najładniejszy obrazek w przedszkolu? Może nie ma takich zdolności? Może nie potrafi jeszcze utrzymać mazaka, czy kredki tak jak należy? A może po prostu wolałby puzzle w tym czasie układać? Wariat pomyślicie?

Jeżeli dajmy na to kolega z przedszkola twojego synka namalował ładniejszy rysunek od twojego brzdąca, to czy to jest powód, aby siedzieć z nim godzinami przed malowidłami, na które malec ewidentnie nie ma najmniejszej ochoty. No ku..wa nie. W tym samym czasie mógłby ułożyć dla ciebie kilka historii puzzli, które lubi układać. Zna się na tym, idzie mu coraz lepiej, układa coraz większe ilości, bawi się przy tym wspaniale i co najważniejsze, jego mózg pracuje na pełnych obrotach, ucząc się dodatkowo masę innych rzeczy. Źródło.

Oczywiście malowanie obrazków, nauka literek, cyferek, i innych niezbędnych rzeczy również jest ważna. Tylko nie oczekujmy od dziecka, że będzie najlepsze we wszystkim, bo jak spojrzysz w lustro, to zrozumiesz, że nikt nie jest ideałem.

Akceptacja numerem 1

Dzieci przede wszystkim potrzebują miłości, bezpieczeństwa oraz akceptacji. Jeśli nauczycielka, będzie stawiała przed nim wyzwania, którym ciężko mu będzie podołać (no taka rola przedszkolanek) to nie dokładaj mu zmartwień w domu. Nic się nie stanie, jeśli bałwanek okaże się trójkątem, a zamiast kwadratu, wyjdzie kółko. Usiądź i na spokojnie poćwiczcie razem, ale bez stresu, bez wymagań, niech samo spróbuje kilka razy. Codziennie, systematycznie, ale bez zmuszania, bo zniechęci się na dobre.

Najgorsze co rodzic może w tej sytuacji zrobić (a niestety często się to zdarza) to powiedzieć mu, to np; „nie umiesz malować czy co?” albo „ale się wstydu najadłam za ciebie”, lub też, „tyle z tobą ćwiczę a ty dalej nic potrafisz”. Jeżeli dajmy na to pani w przedszkolu, powie rodzicom, żeby ćwiczyli z dzieckiem malowanie w domu, a mama czy tata, odbierze to jako „atak” na jego umiejętności motoryczne, współczuje dziecku.

Stare nawyki

Jesteśmy już tak wychowani, że jak w szkole, czy w przedszkolu, ktoś powie coś o naszym dziecku, to odbieramy to jako atak na brak umiejętności naszego bobika. Traktujemy zdanie nauczyciela jak jakąś świętość, a słowa naszego dziecka są na drugim miejscu, albo w ogóle są bez znaczenia. To w żaden sposób nie jest atak na nauczycieli. Oni w 99% przypadków chcą nam pomóc i dlatego zauważając problem u naszych podopiecznych zwracają nam uwagę. No bo komu mieliby to powiedzieć? A my od razu zakładamy, że nasze dziecko jest jakieś inne i nie potrafi namalować głupiego bałwanka.

Na koniec apel do rodziców. (Wszystkich sześciu, którzy to przeczytają)

Często mamy niespełnione marzenia ze szkoły. Ja na ten przykład jakbym się cofnął kilkanaście lat, to poszedłbym na psycholgię. I mimo mojego szerokiego zainteresowania tym tematem, nie zamierzam obarczać tym mojego syna w przyszłości. Oczywiście będę mu w pewien sposób tłumaczył rzeczy, których sam się uczę na starość;) ale tylko jeśli będzie to niezbędne w życiu codziennym. Absolutnie nie będę go zmuszał do wyborów, które mi będą odpowiadać. A dlaczego? Bo to jest jego życie i jego będzie odpowiedzialność na starość za swoje wybory.

Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. On jeszcze nie ma czterech lat, więc jeszcze przez 14 lat spoczywa na nas odpowiedzialność za niego. Nie zamierzam mu robić wolnego od szkoły w wieku 9-ciu lat, tylko po to żeby mu zrobić przyjemność.

Także działajmy dalej, uczmy dzieci wszystkiego co uważamy za słuszne i pamiętajmy, że to są jeszcze dzieci a nie supermaszyny, które wchłoną każdą wiedzę, którą my akurat uważamy za odpowiednią.

Jeśli spodobał ci się ten post zapraszam do komentarzy, polubienia i udostępnienia go gdzie ci się tylko podoba. Jeśli nie zgadzasz się z powyższym wpisem, napisz chętnie o tym porozmawiam. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz