depresję

Depresja w 2,5 godziny. Czy to w ogóle możliwe? Pewnie nie, ale tytuł jak najbardziej prawdziwy i pasujący do mojej obecnej sytuacji.

Oczywiście człowiekowi, takiemu jak ja depresja póki co nie grozi. Oczyszczam się ze wszelkich niewygodnych myśli, nie zamęczam mojego mózgu rozmyślaniem nad przyszłością, ani nie zadręczam się przeszłością, typu co by było gdyby? Mam pewne plany, mam nadzieję że wyjdą tak jak tego chce, ale jeśli potoczą się inaczej i będę musiał postąpić w inny sposób, to też nic się nie stanie. Mam dwie ręce i dwie nogi więc sobie poradzę.

 

No dobra, ale dlaczego piszę o depresji, skoro mi nie grozi. Otóż czas powiedzieć coś o czym wcześniej nie pisałem, bo nie widziałem takiej potrzeby, ale czytelnicy lubią wiedzieć co się dzieje u osoby, którą czytają, także prawda przede wszystkim. Od kilku miesięcy mieszkam sam. Piszę o metodach wychowawczych, o sposobach radzenia sobie z niesfornymi dziećmi, a tymczasem nie mam synka obok siebie. Jak to?

 

Nie tylko synka, ale także i żony, która od kilku miesięcy mieszka razem z Natkiem w Polsce, a ja póki co jeszcze w UK. Niestety jak już wspominałem, plany życiowe lubią się zmieniać i czasami nie mamy na nie wpływu. Ty chcesz iść w jedną stronę,a życie podkłada ci nogę i prowadzi zupełnie gdzie indziej.

depresję

Ale we wszystkim trzeba szukać pozytywów. Mały poszedł w Polsce do przedszkola i czuje się tam świetnie. Codziennie spędza na placu zabaw kilka godzin i poznał wielu ciekawych małolatów z którymi lubi spędzać czas. Cieszy się z każdego dnia spędzonego w moim rodzinnym mieście, a na pytanie czy chce wrócić do UK, macha przecząco głową i ucieka gdzie pieprz rośnie.

 

Nie będę opowiadał wszystkich powodów przez które on się tam znalazł, ale jak dotąd wychodzi mu to na dobre, a na tym najbardziej nam zależy, żeby dziecko było szczęśliwe i zadowolone. Osobiście i tak wolę, żeby wychował się w Polsce, a nie na obcej ziemii, a przynajmniej nie tutaj gdzie mieszkam. Wiem, że jest tutaj kilkaset tysięcy rodzin z Polski wraz z dziećmi i nie wyobrażają sobie powrotu do Polski, ale każdy może mieć inne zdanie. Moje jest takie, że lepiej będzie mu tam i póki co zdania nie zmienię.

 

Jedynym minusem narazie jest fakt, że nie ma mnie przy nim cały czas. Obaj z tego powodu cierpimy. On ponieważ tęskni za tatą i nie może się już doczekać, aż wrócę na stałe, a ja ponieważ….setki powodów przychodzi mi do głowy, ale tęsknie za nim strasznie i ciężko jest tak samemu żyć z dala od familii. Nie wyobrażam sobie, jak żyją te rodziny, w których ojciec albo matka są cały czas za granicą i przyjeżdżają tylko dwa razy w roku do domu. Albo im nie zależy specjanie na spędzaniu wspólnie czasu, albo (i tutaj znam kilka przypadków) z tej tęskonoty i rozłąki, wpadają w różne nałogi, bo na nic innego nie mają pomysłu. Ja bynajmnniej nie zamierzam spędzić tu reszty swojego życia, nie mam zamiaru wpadać w nałogi (chyba, że bieganie można nazwać nałogiem)  i na pewno prędzej niż myślę, wrócę do domu do żony i synka.

 

Depresja gwarantowana jeśli zostanę tu za długo.

 

Ci, którzy śledzą mnie na instagramie widzieli, że byłem właśnie na holiday’u w domu, gdzie spędziłem dwa tygodnie. Ale jak to bywa z urlopami, szybko mijają i trzeba było wrócić do rzeczywistości. Czas spędzony na zabawie z synem uświadomił mi jedną rzecz, o której teoretycznie wiedziałem, ale tym razem było to coś więcej niż teoria. Nie widząc dziecka, które ma 4 latka, przez trzy miesiące, uświadamiasz sobie, że tracisz część jego życia. Nie widzisz wszystkich jego sukcesów, upadków, porażek, nowych sztuczek, których nauczył się od kolegów, nowych fraz, którymi potrafi zamknąć usta starszym dzieciom. teoretycznie wiem, że mija mnie część jego dzieciństwa, ale to dopiero na miejscu zobaczyłem, że 3 miesiące to bardzo długi okres życia dla tak małego dziecka.

 

Rzeczy, których nie zobaczyłem, lub nie usłyszałem już nie wrócą, i tego będę żałować, ale nie mogę stracić więcej, dlatego jak tylko uporam się ze wszystkimi sprawami jakie mi tu jeszcze zostały to kupuję bilet tylko w jedną stronę. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku.

 

Depresja może dopaść również twoje dziecko, sprawdż jak tego uniknąć

 

Tytułowa depresja. Jak ją dostać w 2,5 godziny i dlaczego akurat tyle czasu potrzeba? Tyle mniej więcej, trwa lot z Polski do UK. Nagle znajdujesz się, 1700km, od rodziny i na myśl o tym, że zaraz musisz wrócić do pustego domu, a nazajutrz pójść do pracy i oddać się codziennym obowiązkom, odchodzi Ci chęć do robienia czegokolwiek.

 

Pusty dom, pusty pokój, w głowie kłębią się myśli, „I co ja robię tu”. W pracy wszyscy pytają jak było, ale po chwili rozmowy wracasz do swoich obowiązków, przecież nikt nie będzie Cię pocieszał. Jesteś dorosłą osobą i musisz sobie sam poradzić ze swoimi problemami. Wracasz do domu i niby widzisz na Skype, czy na Whats’up rodzinę, ale to nie jest to samo, co na żywo. Przecież nie przytulę się do tableta, czy nie pocałuję, telefonu, bo to idiotyczne. Potem zostaję ci kilka godzin samotności i nie wiesz co masz z nią zrobić. Snujesz się jak ćma po chałupie, wszystko staje się pozbawione jakiegokolwiek sensu. Telewizja wciąż puszcza te same filmy, albo durne seriale, w których ludzie borykają się z podobnymi problemami, do tych, z którymi starasz sobie sam poradzić.

 

Odliczasz czas do następnej wizyty w Polsce. Zastanawiasz się dlaczego, ciebie to spotyka. Szukasz w głowie odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie ma, bo nie mogłeś przewidzieć wcześniej, że wyjazd twojego dziecka będzie takim dramatem w twojej głowie. Smutne myśli podchodzą coraz bliżej, atakują cię z każdej strony i jak tylko spróbujesz poddać się myślom to na pewno nie poczujesz się lepiej.

 

Co prawda nie wiem jak ludzie radzą sobie z depresją, bo to co tutaj opisuje to nie jest depresja, tylko kilkudniowy kryzys stęsknionego taty, po powrocie do pustego domu. Wszystko więc zależy ode mnie samego jak sobie z nim poradzę.

 

U ciebie sytuacja może wyglądać nieco inaczej. Na przykład ilu jest kierowców samochodów ciężarowych, którzy wyjeżdżają na kilka tygodni z domu, potem wracają na tydzień czy dwa i znów szykuja się w kolejną trasę. Moim zdaniem oni mają jeszcze gorszą sytuację, ponieważ nie mają swojego domu, tylko mieszkają w szoferce i codziennie mierzą się z kilometrami pustkowia, zdani tylko na siebie i swoje myśli. Ale kierowcy mogą mieć inne zdanie. Wszystko zależy jak się na to przygotujesz.

 

Codziennie krąży nam w głowie około 60000 myśli. Od nas zależy jakiego rodzaju będą to myśli, chociaż badania wykazują, że większość z nich jest negatywna. Możesz przecież jak ja, pocierpieć przez pierwsze 48 godzin, a potem oddać się swojemu ulubionemu zajęciu, oraz nie poddawać się krytycznym myślom, które spróbują zaatakować z każdej strony, albo możesz cierpieć przez cały czas i wpaść w pułapkę we własnej głowie, która nie doprowadzi cię do niczego dobrego.

 

Jak poradzić sobie z trudną sytuacją w życiu? Jak znaleźć odpowiedzi na ciężkie pytania? Jak zwykły człowiek może spróbować pokonać swoje myśli, i rozwiązać swoje problemy  znajdziesz w kolejnym poście już w sobotę.

 

Serdecznie zapraszam, a tymczasem dziękuje ci za przeczytanie wpisu i jeżeli udostępnisz go dalej, to będę Ci bardzo wdzięczny.

Photo by Ben White, Luke Porter

Reklamy

About the Author

Arek ()

One Reply to “Jak wpaść w depresję, w 2,5 godziny? Czy to możliwe?”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: