Strasznie ciężki temat, ale niestety dotyczy coraz większej ilości nastolatków, a także i młodszych dzieci, więc milczeć nie wolno. Niestety pomimo, zatrważających statystyk które mówią nawet o 1.5 miliona osób chorych na depresję w Polsce (źródło), my wciąż nie wierzymy, że taki problem istnieje, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci.

Wujek dobra rada

Na wszystkie symptomy, które mogłyby wskazywać chorobę, potrafimy znaleźć inną odpowiedź. Najczęściej taką, którą znajdziemy w internecie na pierwszej stronie u doktora „Google”. I już jesteśmy oświeceni. Wiemy co dolega naszemu 10-cio latkowi, który od kilku miesięcy chodzi zbity, gorzej się uczy, mniej jada, coraz częściej się z nami kłóci, a na dodatek ma problemy ze snem.

Dorasta przecież, „no big deal”. Ja też dorastałem/am, i nic takiego się nie stało. Będzie się przekomarzał z nami przez jakiś czas i mu przejdzie.

Niestety problemy same z reguły nie przechodzą. Depresja może się pogłębiać, aż w końcu doprowadzić do takiego stanu, nasze dziecko, że już nie będzie z nim kontaktu bezpośredniego, co w najgorszym z możliwych sceariuszy skończy się schizofrenią.

depresja

Jest lekiem na całe zło

Ale spokojnie, nie jestem tu od straszenia was, tylko od tego, żeby opisać swój punkt widzenia sprawy, a zwłaszcza jak zapobiegać problemom.

Co jest najlepszym lekarstwem na wszystko? Uważam (zresztą nie tylko ja ale 99% psychologów),że rozmowa z dzieckiem od najmłodszych lat, jest niezbędnym czynnikiem, aby wspólnie kroczyć, tą samą drogą rozumowania, a przede wszystkim wiedzieć co odczuwa nasze dziecko. Czyli znowu kłania nam się moja kochana empatia. Przez takie rozmowy z naszymi najmłodszymi, możemy szybciej zlokalizować problem, jaki narasta w ich głowie i reagować zgodnie z tym co w danej sytuacji uważamy za stosowne.

Na przykład. Dziecko pokłóciło się w szkole z kolegą i dostał od niego „kuksańca”, to bierzesz kij do baseball’a, kominiarkę i zaczajasz się pod domem gówniarza…. yyy to znaczy, to właśnie podpowiada mi serce, ale rozum atakuje z drugiej strony i uspokaja moje chwilowe emocje, więc na spokojnie można sprawę omówić z dzieckiem.

Potrzeby dziecka

Jeszcze raz wróćmy na chwilkę do rozmowy. Dziecko potrzebuje tego bardziej niż nam się wydaje. Dopóki jest małe, jesteśmy jego jedynymi przyjaciółmi i nawet jeśli chodząc do przedszkola mówi, że ma swoich kolegów, to ono jeszcze nie wie co to znaczy zwierzać się ze swoich smutków i problemów drugiemu dziecku.

Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić mojego 4-latka na drabince na placu zabaw, który mówi Alexowi, że mama nie zrobiła mu wczoraj naleśników, tylko pierogi. Prędzej przyjdzie do mnie z tym samym problemem 🙂    (A to ci mama niedobra)

Tu zaczyna się nasza rola, w której zrobimy:

a) z anielską cierpliwością, wysłuchamy naszej pociechy i znajdziemy rozwiązanie jego problemu. Oczywiście, nie możemy wszystkiego robić za dzieci. Samodzielność, w tym wypadku pełni istotną rolę. Dziecko musi wiedzieć, że jesteśmy obok i służymy pomocą i poradą, ale wszystkiego za nie, nie załatwimy. Zwłaszcza jeśli dziecko jest już starsze, najgorszym co możemy zrobić to spróbować mu pomóc w nieodpowiedni sposób szkodząc przy tym. Na przykład wyżej wymienionym Baseball’em 🙂

b) nie chcę używać nieodpowiednich słów, ale powiem krótko „olać sprawę”. Jest to niestety często wybierana opcja przez rodziców, wiem, bo też aniołkiem nie jestem i zdarza się, że zbagatelizuje problem, który w moich oczach nie istnieje. Dziecko jednak nie ma takiej świadomości i dla niego, nawet nie taki kolor kredki, może skończyć się płaczem.

Analiza sytuacji

Jak tak pomyśleć na spokojnie, to problemy naszych przedszkolaków, tak naprawdę nie istnieją w naszych oczach. Nie takie buty, nie takie kredki, tego nie zjem, tamtego nie wypiję. Przecież to wszystko błahostki, z którymi same powinny sobie poradzić.

-Przyjdź do mnie jak będziesz mieć większy problem-

Takie słowa często padają z naszych ust, gdy nie mamy czasu na 5-cio minutową rozmowę. A co to jest większy problem? Na przykład jak ktoś je będzie zaczepiał w szkole, albo nauczycielka będzie wyjątkowo surowa dla nich. Gdy będzie miało problem z matematyką, albo innym przedmiotem, wtedy możemy porozmawiać. Choć zdarza się, że jesteśmy tak zapracowani, albo zmęczeni, że nam się za bardzo nie chce, zastanawiać  i tłumaczyć dziecku, wszystkich równań. Przecież do szkoły chodziliśmy 20 lat temu (kto jak kto:)

Więc odkładamy kolejne „mniej istotne” sprawy na potem, ale problemów nie widzimy, ponieważ powtarzamy jak mantrę dziecku, że jak będzie miało jakiś „poważny” problem to może na nas liczyć.

I co teraz?

No i nagle okazuje się, że ma i co się dzieje? Nic, bo my nie mamy o tym najmniejszego pojęcia.

One już nas nie zapytają o nic. Mogę się mylić jak każdy z nas. Jednak analizując zachowanie rodzica, który przez pierwszych kilka lat bagatelizował problemy swojego dziecka, które wydawały mu się niczym w porównaniu z jego kredytami, skąd dziecko ma wiedzieć, że teraz jest odpowiedni moment na rozmowę i tata lub mama znajdą dla niego czas i poświęcą mu chwilę na pomoc w problemach.

Najpewniej zacznie szukać pomocy wśród rówieśników, albo może i starszych kolegów, którzy bedą go przekonywać, że też byli w takiej sytuacji i znają rozwiązanie na kłopoty. Nie będę pisał o czym tutaj myślę.

Stąd już niedługa droga do…depresji, albo innych zaburzeń.

Zadajcie sobie jednak jeszcze jedno pytanie.

Skąd taki dzieciak ma wiedzieć, albo odróżnić wagę problemu małego od dużego? Skoro od najmłodszych lat nikt mu tego nie tłumaczył.

Dla niego wszystkie jego rozterki są ważne, lecz często ich nie zauważamy, tłumacząc, że to nie są problemy, zamiast usiąść i w DOSŁOWNIE 3 MINUTY rozwiązać „nie(istniejący)” problem. Taka krótka chwila, a może nam zaoszczędzić problemów w przyszłości. Dlatego nie bagatelizujmy dziecięcych problemów, one mają dla nich wielką wagę, a my jesteśmy od tego, żeby nauczyć, pokazać i wytłumaczyć.

Psycholog, zamiast internetu

Chciałbym tylko zaznaczyć, że jestem świadomy tego, że w którymś momencie nasze dzieci, przestaną nam mówić o wszystkim, a zaczną się zwierzać koleżance z ławki. Wierzę jednak, że możliwa jest przyjaźń pomiędzy rodzicem a dzieckiem do pewnego stopnia i, że to my, (jeśli będziemy umieli w odpowiedni sposób nauczyć dziecko), będziemy pierwszą osobą, do której przyjdą po poradę.

Pamiętajcie jednak, że jeżeli zobaczycie pierwsze objawy nienaturalych zmian u swoich dzieci, to żadne czytanie bloga nie pomoże. Specjaliści po to się uczą wiele lat, żeby pomagać drugiemu człowiekowi, więc skończmy ze wstydem i zacznijmy chodzić do psychologów lub innych psychoanalityków, jeżeli zachodzi taka potrzeba.

Jeżeli spodobał ci się ten post, proszę podziel się nim na swoim profilu społecznościowym, pomożesz w ten sposób z dotarciem do większej ilości osób. Dziękuje.

About the Author

Arek ()

5 Replies to “Depresja u dzieci, coraz więcej przypadków.”

  1. A co zrobić, jeśli zauważymy niepokojące objawy np. u nastoletniej kuzynki? Próbowałam już rozmawiać z jej mamą, babcią, z nią samą… Do psychologa jej sama nie zaciągnę, a jej rodzice jakoś nie palą się do pomocy. To dopiero patowa sytuacja…

    1. To istotnie problem. Najgorsza, jest taka sytuacja (dla rodziców dziecka oczywiście) gdy ktoś z rodziny próbuje ingerować, wtedy rodzice jeszcze bardziej się wypierają i nie widzą problemów. Trzeba takie sprawy delikatnie załatwiać. Ale na pewno nie wolno zaniechać. Dobrze, żeby miała kogoś bliskiego z kim mogłaby porozmawiać. A ta kuzynka co sama mówi? Ma jakieś problemy w szkole?

      1. Tak, z tego co wiem, ledwo zdała z klasy do klasy. Twierdzi, że nie ma przyjaciół, jej matka to wariatka, a ojciec ma ją w nosie. I chyba coś w tym jest. Próbowałam rozmawiać o tym ze swoim psychologiem i kazał mi oddać sprawę w ręce jej babci, bo sądzi, że ja nie jestem jeszcze dość silna, żeby to udźwignąć. Ale babcia, bez zgody mamy, też niewiele może zrobić. Ja próbowałam rozmawiać z kuzynką i nawet nieźle mi szło, ale w pewnym momencie po prostu przestała się do mnie odzywać. Widzę na portalach społecznościowych, że jako-tako funkcjonuje, ale nie wiem, co naprawdę siedzi jej w głowie. 🙁

      2. Szkoda dziecka, że nie ma dobrego kontaktu z rodzicami. Ja psychologiem nie jestem, ale tak na zdrowy rozsądek to chyba właśnie ty lepiej pomożesz niż babcia. Problemy dzisiejszych nastolatków, są często, ponad wiedzą starszych ludzi. Z całym szacunkiem do babci, która nawet ze szczerych chęci będzie chciała pomóc, to nie zawsze jest w stanie zrozumieć wszystkie nękające dziecko problemy. Na twoim miejscu jednak, spróbowałbym jakoś do niej dotrzeć. Delikatnie jednak, żeby poczuła że ma przyjaciółkę, a nie wroga. Powodzenia życzę.

      3. Będę próbować, z doświadczenia wiem, że każdy potrzebuje pomocy. Dziękuję i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: