Program Dobry Start, czyli kolejne „plus+” dla rodzin.

Napisałem do tej pory tylko jeden wpis dotyczący polityki, po którym nie chciałem już więcej dotykać tego zagadnienia. Niestety, jak mi rozum podpowiada pisz chłopie, no to wyboru większego nie miałem.

Tutaj mój poprzedni post „polityczny”

Serial, a życie

Jestem wielkim fanem serialu „Ranczo”. Mogę śmiało powiedzieć, że gdybym ten czas, który spędziłem oglądając te same odcinki w kółko, spędził na pisaniu, tak jak teraz, to dzisiaj, byłbym w innym miejscu, a nie na początku „wielkiej kariery” (niepolitycznej rzecz jasna:)

No ale wracając do wątku, to co ma Ranczo do polityki, wie chyba każdy, który oglądał ten serial. Wszystko co widzimy na scenie politycznej w Polsce, jest chyba żywcem (przepraszam za wyrażenie) zerżnięte ze scenariusza kultowego serialu. Ja nie wiem jakie są fakty, są to tylko moje subiektywne przemyślenia. Dlatego proszę mnie źle nie zrozumieć, ale im więcej przeglądam pomysłów naszego rządu, tym częściej dochodzę do tego wniosku. Otóż, albo scenariusz omawiany był z przedstawicielami w sejmie, albo ktoś kierował się serialem, szykując program polityczny.

Oczywiście nie możemy życia porównywać do serialu, jest to tylko taka mała dygresja z mojej strony, żeby rozluźnić atmosferę, przed wątkiem głównym jakim jest nowy program, naszych rządzących, a mianowicie Program Dobry Start, albo potocznie mówiąc „300+”. Jest to taki dodatkowy zastrzyk gotówki dla rodzin, których dzieci idą do szkoły, czyli według MEN’u dla 4.6 miliona uczniów w całej Polsce (źródło)

Co jak gdzie i skąd?

Nie mam dziecka w szkole, mój malec jeszcze w przedszkolu, więc najprędzej za 3 lata sięgnie mnie zaszyt korzystania z dobroci, jaką oferuje nam kochany kraj, o ile program ten dalej będzie funcjonował. Czytałem także, że podręczniki są darmowe w szkołach, co akurat wydaje mi się bardzo dobrym pomysłem. W kolejnym roku szkolnym dzieci ponownie skorzystają z tego przywileju, o czym zapewnia nas MEN (źródło)  Nie wiem jak to wygląda w praktyce, nie mieszkam jeszcze w Polsce, więc nie jestem na bieżąco z faktami, ale idea brzmi świetnie. O programie 500+ pisać nic nie trzeba, bo wszystko zostało już napisane.

dobry start

Na stronie, na której można złożyć wniosek o dotację w wysokości 300zł, można znaleźć także inne ciekawe informacje. Nazwy nie mogli sobie lepszej wymyślić „Emp@tia”.  Wystarczy wejść i kliknąć w pole Program Dobry Start, wypełnić wniosek i gotowe. Szacuje się, że 40%, z upoważnionych do korzystania z tego przywileju odbierze swoje pieniądze. Wnioski składać można od 1-ego lipca 2018 roku online, a od 1-ego sierpnia można będzie to zrobić w wersji papierowej, ale o tym możecie przeczytać na ich stronie.

Dla wielu rodzin, będzie to dodatkowy zastrzyk gotówki na codzienne wydatki, ponieważ tak samo jak w przypadku 500+, nikt cię nie sprawdzi na co wydajesz pieniądze. Ale nie róbmy z naszych rodaków, chciwych i nieuczciwych ludzi. Większość przeznaczy te pieniądze na dodatkowy „ekwipunek” w jaki trzeba zaopatrzyć naszych maluchów, którzy dzielnie od września przekroczą próg szkoły i podejmą trud nauki.

Uwaga będzie kontrowersyjnie

Tutaj wkroczę na ścieżkę wojenną, pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami partii rządzącej. Zastanawiam się dlaczego PIS kroczy tą drogą. Przecież mamy deficyt w budżecie, może nie taki jak za czasów poprzednich władz, ale jednak. Szacuje się, że deficyt w 2017 roku wyniósł około 25,4mld złotych, czyli dokładnie tyle ile rząd przeznacza rocznie na program 500+.

Nie, nie mówię, żeby go zabrać, tylko że mogliby się zastanowić jak załatać dziurę, zamiast wkładać kolejne 1,36mld złotych w kieszenie Polaków.

Nie chcę wyjść na hipokrytę, sam z tego skorzystam, jeśli za 3 lata będzie taka możliwość. Chodzi mi tylko o to, czy oni, aby nie za bardzo żerują na ludzkiej chciwości. Jest w nas w końcu taka łapczywość na darmową kasę. Przecież jak nam wkładają to nie odmówimy i jeszcze będziemy ich zachwalać jacy oni są dobroduszni.

Taka mnie refleksja dopadła w tym temacie, więc postanowiłem się podzielić. Wybory już za rok, więc trzeba się jakoś przypodobać większości społeczeństwa, z której 85%, nie ma pojęcia co dzieje się w kraju i jak działa rząd, (tak, ja też wiele nie wiem), także nie podoba mi się takie zachowanie naszych przedstawicieli. Tutaj wtrące cytat z wyżej wspomnianego serialu:

„I tak sprytnie to zredagować, żeby ten co przeczytał, pomyślał, że zniżkę dostanie, dopiero jak się na wójta zagłosuje. Ciemny lud to kupi” .

A przed wyborami

Jednak biorąc pod uwagę, wypowiedź z marca 2018 roku, jednego z posłów Nowoczesnej, to wybory parlamentarne w 2019 roku, będą nieoczekiwanie ciekawym zjawiskiem, jakie przydarzyć się może tylko w naszym kraju. Otóż według niego, cała opozycja ma się połączyć i wystartować z jednej listy. Co to oznacza? Planują za wszelką cenę wygrać i obalić PiS. Dlaczego? Ponieważ chcą aby Polakom w końcu żyło się lepi….no taa pewnie, chyba się trochę zapędziłem…jeszcze raz…ponieważ boją się, że kolejne 4 lata spędzą w sejmie siedząc w ławkach z napisem opozycja.

Kolejnym wielkim problemem jest to, że wystarczy obejrzeć 7 dni z rzędu wiadomości, bez znaczenia na jakim kanale telewizyjnym, żeby przekonać się, że partie opozycyjne się nie lubią (delikatnie mówiąc). Więc chyba trzeba być skończonym kretynem, żeby nagle uwierzyć, że zgodzili się razem wystartować z jednej listy i połączą swoje partie, żeby móc uczciwie i demokratycznie rządzić krajem. Trochę oleju w głowie to każdy Polak posiada i nikt się na taką watę nie da nabrać.

Także nie ma dla PiS’u alternatywy na ten moment i nie zapowiada się, że powstanie do przyszłego roku. Czy to dobrze, czy źle, to sami musicie ocenić ja się nie wypowiadam, żeby nie narzucać swojej opinii.

Jeśli chcesz wypełnić wniosek o dodatek 300+, możesz kliknąć tutaj

Skończę ten mój wywód polityczny bo jeszcze mi tak zostanie i dopiero będzie źle. Jest po drugiej w nocy jak to kończę pisać i teraz przez resztę nocy będę liczył barany, żeby temat w głowie zagłuszyć. (Ciekawe jak te barany będą wyglądały?)

Jeśli spodobał ci się mój tok rozumowania i uważasz, że zasługuję na to aby więcej ludzi mogło to przeczytać, to podziel się proszę postem na swoim profilu społecznościowym.

A ja zapraszam do odwiedzenia moich social media, które znajdziesz, zarówno na górze jak i na dole strony

 

 

 

Jak się uczyć, żeby się nauczyć.

1 Comment

Łedukacja

Temat edukacji w Polsce jest tak rozległy i kontrowersyjny, że najlepiej byłoby go w ogóle nie poruszać. Ale niestety moje sumienie mi na to nie pozwoli. Nie będę przecież pisał o zdrowej zupie z kalafiora, której nie jadłem, a co najgorsze, nie potrafię ugotować. Kulinaria zostawmy innym, a sami zajmijmy się nauką w szkole.

Dobrze pamiętam jak wyglądała moja podstawówka i nie mam na myśli koloru ścian, tylko, sposób nauki. Dużo wkuwania, ogrom materiału do przyswojenia (większość do dzisiaj mi się nie przydała), oraz niezapowiedziane kartkówki. Materiału było tyle, że choćbyśmy siedzieli z nosem w książkach cały dzień, to i tak nie bylibyśmy w stanie zapamiętać wszystkiego, co należałoby wiedzieć. Jak w każdej szkole zdarzały się osoby, które potrafiły się przygotować zawsze i ze wszystkiego, ale czy dzisiaj pamiętają całą wiedzę przyswojoną w szkole, to głowy sobie odciąć nie dam.

ZZZ

Jeśli byliście studentami to na pewno spotkaliście się z formułą 3xZ, czyli „Zakuć, Zdać, Zapomnieć”. Pomimo iż ja studentem nie byłem, (a szkoda komu by to szkodziło) to jakby się tak głębiej zastanowić to podobną metodę stosowaliśmy już w podstawówce. Tobie też na pewno zdarzało się wieczorem przeglądać ostatnie notatki i książki, bo nagle przypomniałaś sobie, że rano będzie sprawdzian z historii. Czemu akurat z historii? Często miewałem koszmary związane z tym przedmiotem, więc dlatego. Dzisiaj chętnie wybrałbym się na dodatkowe lekcje o drugiej wojnie światowej, no ale kiedyś mnie to mniej interesowało. Żeby tak człowiek mógł cofnąć czas… Dobra bez sentymentów…

A więc, notatki zakute, sprawdzian odpękany, a tydzień pózniej…no dobra miesiąc póżniej, nie pamiętasz o czym pisałaś. Można? Można. Dzisiaj jest niestety podobnie. Szkoła to nie jest miejsce do którego dzieci (szczególnie starsze) chodzą z uśmiechem na twarzy. Uczą się tam często rzeczy, które je po prostu nie interesują. Ale przyznać trzeba, że ciężko jest wytłumaczyć dziecku, żeby uczyło się tablicy mendelejewa na pamięć, wszystkich praw fizyki, oraz, że muszą znać każde jeziora jakie są na świecie, dziecko wie, że my tej wiedzy nie mamy, więc po kija to jemu?

Po pierwsze nic je to nie obchodzi, po drugie jeśli kiedyś będą chciały zwiedzić owe jeziora, to zajrzą w Google i sprawdzą wszystko co będą potrzebowały do eksploracji, a po trzecie, to jeżeli któreś z nich będzie chciało zostać chemikiem, to wszystkich pierwiastków i tak się nauczy jeszcze raz w liceum oraz na studiach.

Jak podaje TVN

Dodatkową niespodzianką edukacyjną jest fakt, że po zlikwidowaniu 3-letniego gimnazjum, ministerstwo edukacji „wcisnęło tę wiedzę” w dwie ostatnie klasy podstawówki. Uczniowie kompletnie nie mają czasu na inne ciekawsze zajęcia jak spotkanie z przyjaciółmi, czy spędzanie czasu z rodzicami. Ślęczą w szkołach kolosalną ilość godzin, a potem jeszcze lekcje mają do odrobienia. Każdy dorosły potrzebuje relaksu i odpoczynku od pracy, i obowiązków domowych a co z dziećmi? Tutaj znajdziesz tekst i krótki film które o tym problemie mówi w szerszej perspektywie.

jak się uczyć

źródło https://goo.gl/images/HuHCvr

A teraz kubeł zimnej wody na mój pusty łeb. Jeśli pomyśleliście, że ten post będzie jedną wielką krytyką systemu edukacji w Polsce to „nic bardziej mylnego”, jak mówi klasyk.

Są oczywiście takie punkty, oprócz wyżej wymienionych, do których można się przyczepić. Rzesza mądrzejszych ode mnie ludzi ma wiele w tym temacie do powiedzenia, wystarczy „wygooglować” jeśli jesteście ciekawi. A teraz czas na pochwały. Ojej to nasz system edukacji można chwalić?? A taaak można, a nawet trzeba.

Co zostało z tamtych lat

Poniższe przykłady pochodzą z mojej powoli siwiejącej głowy i stanowią tylko część  wiadomości, które jakimś cudem zachowały się w odmętach moich szarych komórek. Albo może jakimś cudem mnie zaciekawiły i dlatego tam zostały.

Czego możemy dowiedzieć się na historii w szkole podstawowej:

  • historia drugiej wojny światowej, chociaż materiału jest stanowczo za mało,
  • jak wyglądała mapa świata, a zwłaszcza Europy w poszczególnych wiekach,
  • królowie Polski od początku naszych dziejów, kto po co, dlaczego i z kim
  • mapa Europy, oraz kto i kiedy był władcą poszczególnych państw,

Czego dowiesz się na geografii:

  • mapa świata, mapa Europy, nazwy państw oraz ich stolice,
  • największe jeziora na świecie,
  • wszystkie morza świata na pamięć (przynajmniej w moich czasach),
  • cieśniny, góry, niziny, wyżyny,
  • największe wodospady na świecie,

Jak widzicie, dużo tego nie zostało w głowie, może wy pamiętacie więcej. Innych przedmiotów, ani materiału opisywać sensu nie widzę, ale przytoczyłem tylko najważniejsze o których uczyłem się w szkole podstawowej i mimo, że orłem nie byłem to posiadam o wiele większą wiedzę w powyższych tematach, niż 80% ludzi, których poznałem przebywając za granicą. Mowa oczywiście o Anglii. A teraz żeby mnie nikt opatrznie nie zrozumiał, ja nie uważam ich za niewykształconych ludzi. Nic z tych rzeczy. To nie jest ich wina, że w porównaniu z materiałem jaki muszą przyswoić dzieciaki w Polskich szkołach ich materiał, delikatnie mówiąc jest okrojony (mowa oczywiście o szkołach równych podstawówce)

Wiedza podstawowa

I nie, nie poznałem tylko jednej grupy ludzi po Primary school. Rozmawiałem z wieloma ludźmi od takich co mają kilka klas po takich co skończyli…no dobra może nie „Eton”, ale inne uniwersytety. I ci co mają szerszą wiedzę na temat edukacji, wiedzą, że materiał w nauczaniu podstawowym mógłby być poszerzony, ale są i tacy (niestety większość bez względu na wykształcenie), którzy pytają mnie „A po co mi taka wiedza?”.

Wracając do tematu szkoły, to osobiście wybieram i mam nadzieję, że wy także, aby nasze dzieci uczyły się więcej niż powinni, niż za mało. Chciałbym, żeby mój synek wyjeżdżając kiedyś na wakacje do Stanów, wiedział w jakim mieście się znajduje i jaki to stan. Chciałbym również, żeby rozumiał różnicę między ułamkami a procentami. Będę się cieszył, jeśli wyjeżdżając do Indii, zapamięta, że tam mają inną kulturę, oraz obowiązuje inna strefa czasowa, no i oczywiście, że znajduje się w Azji i ma niedaleko do Oceanu Indyjskiego. (to tylko kilka z przykładów o jakich mój znajomy nie słyszał)

A jeśli będzie miał chęć zwiedzić Wielką Brytanię, to będzie mógł z głową podniesioną wysoko powiedzieć, że przyjechał z Polski, gdzie w swojej Polskiej szkole od Polskiej nauczycielki dowiedział się jakie mają tutaj świetne krajobrazy i piękne stare miasta, które zamierza odwiedzić.

Teraz możecie mnie zlinczować kto ma na to ochotę, I’m ready for this. Takie jest moje zdanie i póki co nie zanosi się na zmianę.

No to co panie robić mam?

A teraz wisienka na torcie. Czyli jak pomóc dziecku w przyswajaniu wiedzy, żeby nie została ona wydalona razem z drugim śniadaniem na przerwie, tylko została z nim…no tak przynajmniej do kolacji :)) Bez względu na to w jakim kraju mieszkamy, wiedzę możemy podzielić na dwie grupy.

1. Taką, która nas interesuje i chcemy ją posiąść (np: Jak rozwija się mózg dziecka?) W tym przypadku z wielką ochotą i zaangażowaniem przeczytamy wszystko co znajdziemy na ten temat ponieważ jesteśmy ciekawi (no chyba, że tylko ja jestem;)

2. Taką, która nas zupełnie nie interesuje, ale musimy się jej nauczyć, gdyż tego wymaga program szkolny, mama chce żebyśmy się jej nauczyli, lub też wykładowca nam sesji nie zaliczy.

W obu przypadkach z pomocną dłonią przychodzi Radosław Kotarski. Książka, którą sam napisał i wydał posiada ogrom konkretnego materiału, dla którego poswięcił kawał swojego życia. Lektura ta zawiera kilkanaście metod, dzięki którym, potrzebną nam wiedzę, możemy przyswajać szybciej, oraz co najważniejsze, efektywniej. Dzięki temu zarówno dzieci w szkole jak i dorośli chcący nauczyć się np: języka obcego, mogą osiągnąć zamierzone cele dużo łatwiej, niż myślą. Sam po sobie widzę efekty. Dzięki niektórym metodom, zaciągniętym z książki, trudniejsze słówka z angielskiego zostają w głowie na zawsze.

Z resztą, co tu dużo gadać, sprawdź co sam autor mówi o książce pod tym linkiem. A jeśli chcesz kupić egzemplarz, jakże ciekawej i pełnej konkretnych metod i przykładów lektury, to możesz to zrobić klikając w link poniżej. I nie zasnąłbym spokojnie, jeśli nie powiedziałbym, że kupując książkę z poniższego linku, pomagasz mi zarobić kilka monet. Jeśli nie masz takiej chęci, a książka przykuła twoją uwagę (a mam nadzieję, że tak bo warto), to znajdziesz ją również na stronie Radka. Mówię to wszystko, ponieważ chcę być z tobą szczery i nie umiem kłamać. Żona mówi, że nawet jakbym chciał ją zdradzić (czego nie mam zamiaru robić) to i tak najpierw bym jej o tym powiedział…albo może zadzwonił w trakcie??

TUTAJ ZAMÓW SWÓJ EGZEMPLARZ „WŁAM SIĘ DO MÓZGU”

Książkę tę, warto mieć w swoich zasobach, bez względu na to, czy wasze dzieci jeszcze się nie uczą, czy już skończyły szkołę. Wiedza w niej zawarta przydać się może każdemu bez względu na wiek czy płeć. Całą moją prawą dłonią podpisuję się, i polecam, bo wiem, jak mi ona pomogła. Serdecznie zachęcam i dziękuje tym, którzy dotrwali do końca.

Jeśli uważasz, że wiedza tutaj zawarta przyda się twoim bliskim, udostępnij proszę ten wpis na swoim profilu społecznościowym. Dziękuje.

 

Photo by Roman Mager on Unsplash

Znowu poniedziałek, czyli Fuck you Monday!!

Budzisz się rano przeciągasz ze zmęczenia, bo z tego szczęścia, że wczoraj była słoneczna niedziela, zostałaś dłużej przed telewizorem, na grillu u siostry, albo może nawet z mężem na randce do późnej nocy.

A tu co, znowu poniedziałek, tylko nie to, kolejny tydzień się zaczyna, czyli znowu kanapki dzieciakom do szkoły, obiady gotować na dwa dni, praca, potem sprzątanie, pranie i prasowanie i tak w kółko. Po co człowiek wychodzi z łóżka w poniedziałek? Depresja murowana.

poniedziałek

Byle do weekendu

Słowa „byle do weekendu”, towarzyszą Ci od poniedziałku do czwartku. Żyjesz tym najbliższym weekend’em, jakby nic innego się nie liczyło. Chodzisz do pracy zmęczona, zamyślona, znudzona. Tylko sobota krąży Ci w głowie, może znowu jakieś małe party się trafi, albo wyjazd gdzieś z rodziną? Może znowu ktoś cię odwiedzi i będzie na pewno ciekawiej, niż w ten cholerny poniedziałek.

Wiem co piszę, bo też tak miałem. Poniedziałek, był tak do tego stopnia nieprzyjemny, że wolałbym się nie budzić tego dnia, przespać całego, i nie myśleć wcale, o pracy, ani o żadnych innych obowiązkach. Niestety tak się nie dało. Narzekałem podobnie jak inni, na pracę, na najbliższe dni tygodnia, liczyłem ile to ich jeszcze zostało. Żeby się nie denewować, zapominałem o tym co robię i myślami byłem w sobotni wieczór w ogródku z „z puszką Coca coli” w ręce.

Nigdy więcej takich dni

Ale na szczęście wszystko się zmieniło, zrobiłem sobie z poniedziałku dzień, w którym robię najwięcej rzeczy, które lubię robić. Dlatego pomimo wolnego weekendu, a co za tym idzie świadomości, że w poniedziałek idę znowu do pracy (którą i tak lubię, więc dużo mi to nie zmienia) to często nie mogę się go doczekać.

Jak to zrobić?

Polecam odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań dotyczących waszych ulubionych momentów w życiu. Może być to na przykład relaks w spa, masaż, albo nawet i zjadanie świeżych truskawek w ogródku pod parasolem uciekając przed słońcem. Nie wiem nie jesteśmy tak blisko, więc tu ci nie pomogę. To muszą być zajęcia, które naprawdę sprawiają ci przyjemność.

I jeśli właśnie stwierdziłaś, że przy trójce dzieci nie masz na to czasu, no to jednak musisz go znaleźć (bo inaczej dupa zbita). Oddaj dzieci do babci, do dziadka, zostaw z mężem, psem, lub zamknij w piwnicy na pół godziny i zajmij się tylko sobą. Myślenie tylko o sobie często kojarzone jest z egoizmem, co jest wielkim błędem. Pomyśl ,jeśli nie możesz sobie zorganizować kilkunastu minut dla siebie, w ciągu tylko jednego dnia w tygodniu jakim jest poniedziałek, no to ze smutkiem muszę cię powiadomić, że jesteś niewolnicą. Nie wiemy tylko czy dzieci, czy męża?

A jeśli mi powiesz, że najlepszym momentem dla ciebie jest właśnie spędzanie czasu ze swoimi dziećmi oraz z mężem no to to właśnie zrób. Tylko pamiętaj, że robisz to dla siebie, a nie dla nich 🙂

Kto jak nie ja?

A może wydaje ci się, że jesteś niezastąpiona, że musisz się tym wszystkim zająć bo inaczej nikt sobie bez ciebie nie poradzi. Więc proszę zapomnij o tym wszystkim i zadaj sobie kilka pytań. Co się stanie jak dzisiaj w ten cholerny poniedziałek, nie zrobisz prania, prasowania, nie położysz dzieci spać, lub też nie opłacisz abonamentu telewizyjnego na poczcie (jakby ktoś to płacił w ogóle). No nic się nie stanie, pralkę włączysz jutro, żelazko ci nie zginie, dzieci położy mąż, a poczta też będzie otwarta jutro.

Więc zamiast szukać wymówek i wyznaczać sobie nowe zadania, które nagle pojawią się w twojej głowie (gwarantuję) to zacznij rezygnować z obowiązków i ustawiać wszystko tak pod siebie, jak to tylko możliwe, żebyś mogła w spokoju zrobić to na co masz ochotę.

Dlaczego akurat poniedziałek?

Dla wielu z nas, jak już wyżej pisałem, jest to początek kolejnego pracującego tygodnia, więc dzień ten jest najbardziej znienawidzonym dniem przez Polaków. Czyżby tylko przez nas? Otóż nie, okazuje się, że takie zmęczenie, znudzenie, te smutne myśli w głowie o tym, że znowu się nowy tydzień zaczyna i to całe narzekanie na wszystko co nas otacza, jest widoczne na całym świecie.

Nie wiem tylko dlaczego, ludzie zamiast zmieniać coś, co im nie pasuje, tkwią w tym i wolą się użalać jak im źle, zamiast ruszyć swoje cholerne 4 litery i poszukać sposobów na zmianę.

Nie zapominajmy, przy tym wszystkim o naszych dzieciach. Naszym przyszłym pokoleniu. Czy znowu będzie tak, że każde z nich będzie zawistne o nowe auto sąsiada, o nową pralkę, czy o co tam jeszcze można być zazdrosnym? Pamiętaj, że nawet jak uczysz swoje dziecko wszystkiego co dobre, tłumaczysz mu wiele rzeczy jak robić powinno, oraz jak się trzeba zachowywać, to ono i tak widzi i słyszy o wiele więcej. Słyszy, kiedy obgadujemy kogoś za plecami, widzi jak się denerwujesz, kiedy znowu musisz iść do tej cholernej pracy aż w końcu zaczyna powielać twoje zachowania. Dzieci o wiele chętniej robią coś, czego nie powinny, aniżeli to o co je prosimy.

Nie chcę tutaj wyjść na jakiegoś guru w żadnej powyższej sprawie, jestem tylko człowiekiem. Tatą, który tak samo jak wy popełnia błędy, który pomimo anielskiej cierpliwości do swojego dziecka, też mówi rzeczy, których potem żałuje. Ale tacy już jesteśmy i możemy się tylko uczyć na własnych błędach.

Także życzę każdemu z osobna, samych miłych poniedziałków, oraz każdego innego dnia. Nie zapomnijcie znaleźć te cudowne 30 minut, tylko dla siebie.

Jeśli uważasz, że komuś bliskiemu z twojego otoczenia też by się przydał taki poniedziałkowy relaks, podeślij mu proszę tego posta. Dziękuje

 

 

Początek zmiany, czyli zacznij od swojego nastawienia

Mógłbym powiedzieć myśl pozytywnie, a będzie dobrze, i na tym zakończyć posta, ale celem moim jest dotarcie z tym postem do setek tysięcy ludzi. Jasne. Niestety wiem, że to niemożliwe, przynajmniej nie na tym etapie mojego blogowania. Zadowolę się jednak kilkoma setkami ludzi, którzy to przeczytają. Być może wtedy, chociaż trzy osoby przekonam do zmiany swojego życia na lepsze.

Oooo, widzę, widzę, już ci się czerwona lampka zapaliła. Kolejny nawiedzony będzie mnie namawiał na zmiany. On nie jest w mojej sytuacji, więc co on tam wie, nic się nie da zrobić. Daj mi więc szansę i czytaj dalej, tu nie chodzi o ciebie, ale o twoje dzieci (a jeśli nie masz dzieci, to…też czytaj, przecież ich nie masz więc nie płaczą, to co masz lepszego do roboty 🙂

zmiana

Zacznijmy z grubej rury

Wiem jak działają na ludzi tak zwani „mówcy motywacyjni”, którzy próbują nas przekonać, że można inaczej żyć. Każdy może zmienić coś w swoim życiu, wystarczy tylko chcieć.

Przypuśćmy że słuchasz po raz pierwszy takiego „wykładu” o szczęściu, lub o zmianie na lepsze, albo o zmianie swojego nastawienia na pozytywne. Wiem, że w ogóle do ciebie nie docierają najważniejsze punkty programu. Jedyne o czym myślisz, to wyłączyć gościa, bo od samego słuchania śniadanie ci nie wchodzi.

Wiem, bo miałem tak samo. Panowie w garniakach gadają o zmianach, że można wszystko osiągnąć, że można zmienić swoją sytuację finansową, a na koniec odjeżdżają Mercem o wartości przekraczającej twoje wynagrodzenie z 5 lat ciężkiej harówki w Biedronce (to nie jest reklama), no cholera by go wzięła, co on mi za kit wciska. Złodziej na pewno!

Ale zgadnij skąd on go ma? Ty mu na niego dałeś? Ja mu się dorzuciłem, a może jego ciocia? I o ile nie zapisał mu go jakiś bezdomny, nieżyjący już pan Stanisław z Warszawy, to najpewniej sobie na niego ZAPRACOWAŁ, KURWA JEGO MAĆ.

Widzisz to co chcesz widzieć

Widzimy niestety to, co sami chcemy zobaczyć. Większość z nas, która ogląda celebrytów w serialach, programach, czy innych mam talentach, widzi w nich ludzi, którzy jeżdżą pięknymi autami, mieszkają w apartamentach, na wysokich piętrach (nie czuję, jak rymuję). Czytamy o nich w kolorowych magazynach i wkurza nas, dlaczego oni mają takie wspaniałe życie, a my musimy na „chwilówkach” ciągnąć?

I niestety tylko część z nas potrafi sobie odpowiedzieć na to pytanie, czyli dlaczego oni? Ponieważ ciężko na to pracowali, wstawali bladym świtem, uczyli się wszystkiego od początku. Większość z nich z pewnością miała jakiś cel do osiągnięcia i dzięki tej wizji, wiedzieli jak bardzo muszą poświęcić swój czas na naukę oraz pracę nad swoimi umiejętnościami. Nie siedzieli wieczorami, przed X-boxem, i nie oglądali M jak Miłość, tylko uczyli się, szkolili, pracowali, a ty ich teraz możesz podziwiać na szklanym ekranie.

Oczywiście są i tacy, którym wszystko przyszło łatwiej z powodu układów, czy innych znajomości, ale oni mnie nie obchodzą, tym bardziej, że nie znam żadnego takiego człowieczka.

Dla dobra dzieci

No dobra, miało być o twoich dzieciach, a nie o „celebrity show”. A więc (pani na Polskim mówiła, że nie zaczyna się zdania od „A więc”, ale to mój blog) jak już pisałem niejednokrotnie dzieci to są małe KOPIARKI I NAŚLADOWCY będą robić dokładnie to samo co my. Nie chciałbym się powtarzać, więc zajrzyjcie do poprzednich wpisów o narzekaniu na przykład.

Jeśli już zajrzałaś/eś to teraz spróbuj się zastanowić na spokojnie, czy twój synek, albo córka musi być taką samą zrzędą i marudą jak ty? Jeśli jesteś jedną z tych co nie narzekają i nie smęcą, to już ci gratuluję i możemy umówić się na Żywca. Ale jeśli jest odwrotnie, to nie rób tego dla mnie, ani nawet dla siebie (przynajmniej na początku) ale zrób to dla dobra twoich dzieci i zastanów się nad ich przyszłością. W końcu na tym nam najbardziej zależy, na dobrej przyszłości naszych dzieci.

Bardzo często miłość do naszego dziecka jest większa, niż miłość do samego siebie,            (której notabene często nie mamy za wiele) więc powinno być ci łatwiej zrobić cokolwiek w imię dobra malucha, który jak się domyślam, zasługuje na lepszą przyszłość niż ty miałaś, aniżeli dla samej siebie. Z czasem (jeśli wytrwasz) będziesz zauważać różnicę swojego nastawienia i wtedy sam/a będziesz chcieć zmiany bardziej dla siebie, niż dla kogokolwiek innego.

Od czego zacząć

Niestety tutaj mam złą wiadomość, swojego nastawienia nie da się zmienić w dwa dni, ani nawet w dwa tygodnie. Jest to ciężki okres do przejścia, a wszystko zależy od tego jak bardzo będziesz się chciała zaangażować, oraz kogo masz wkoło siebie.

Jeśli na codzień spędzasz czas z marudną teściową, smutnym zmęczonym po pracy mężem oraz gromadką dzieci, płaczących za kolacją, to dalej masz szansę na spokojne i cierpliwe życie, ale bedziesz musiała się bardzo poświęcić, nie zważając na otaczające cię osoby (mam na myśli ich samopoczucia, a nie osoby same w sobie). Musisz się wdrożyć w swój rytm dnia, znaleźć chwilę dla siebie, chociaż kilkanaście minut dziennie i spróbować zawalczyć o siebie, o rodzinę, o więcej chęci do codziennego wstawania.

Apel

Aha, tak na marginesie, post ten jest skierowany do osób, które uważają, że ich życie jest do kitu, a jednak chciałyby coś w nim zmienić, tylko nie mają pojęcia jak. Jeśli jesteś jedną z osób, które uważają, że nie wiem o czym mówię i mają zamiar to skomentować w sposób wulgarny, to albo sobie daruj, albo napisz e-mail (który znajdziesz wyżej) na bank odpiszę, oboje unikniemy w ten sposób nieprzyjemności 🙂 

Jadąc dalej. Jeśli nie wiesz jak masz zacząć, masz mało czasu, i wszystko cię dookoła demotywuje, zastanów się jak i kiedy zrobić dwie rzeczy naraz. Mianowicie, gotując obiad, możesz włączyć internet i odpalić Youtube, zamiast telewizji wieczorem, włącz komputer i zobacz kilka motywujących filmów. Nie ślęcz bez sensu nad romansidłem, tylko znajdź jakąś porządną książkę w bibliotece.

Internet, czyli kompendium wiedzy

Odpalając Youtube, poszukaj osób, które opowiadają jak możesz małymi kroczkami zmienić coś w swoim życiu. Jak być pewniejszym w swoich decyzjach, jak szukać motywacji do działania. Osobiście polecam słuchać anglojęzycznych, ale dla tych, którzy mają problem z tym językiem, albo po prostu wolą Polski język, to polecam tego pana „Kamil Bełz”, który na Youtube dzieli się swoimi radami i uwagami, w szerokim zakresie. W polecanych na pewno wyskoczą jeszcze inni.

Powoli bez pośpiechu, jeśli jest ci ciężko słuchać, i przełączasz kolejnego i kolejnego, nie zmuszaj się. Wyłącz i wróć za kilka dni znowu, oni nie znikną. Ochłoń, zastanów się poraz kolejny nad swoimi dziećmi i włącz go jeszcze raz. Jeśli przeraża lub wkurza cię widok młodego chłopaka, który żyje lepiej od ciebie, to zastanów się, czy chciałabyś słuchać kogoś kto jeździ maluchem, mieszka w gliniance i nie potrafi się wysłowić po Polsku, a tobie nadaje jak możesz zmienić swoje życie? Nie sądzę.

Po co ty to piszesz

Teraz dla tych co pomyśleli, po co ja to piszę i czemu mam, albo nie mam racji. Sam zmieniłem swoje nastawienie już dawno temu. Do tego wszystkiego kilka miesięcy temu doszedł ten blog, który jest moim drugim oczkiem w głowie, taką moją odskocznią, takim miejscem gdzie chcę się podzielić tym wszystkim co wiem, na temat dzieci, ale nie tylko. I to jest jeden z tych tematów, który będę pisał jako dodatek do tej ważniejszej części.

Zmiana pozwoliła mi szerzej spojrzeć na świat w którym żyjemy, kilka rzeczy zrozumiałem o wiele lepiej niż kiedyś. Dzisiaj chciałbym aby moje dziecko nie przechodziło przez wszystkie trudności jakie ja zaznałem będąc dzieckiem, czy nastolatkiem. Wiem, że jedynym sposobem na to jest zmiana nastawienia rodzica, tak aby dziecko miało dobry przykład i dobrego nauczyciela w domu.  Wiem, że nie uchronię go od całego zła jakie jest, ale wiem, że dzięki mojej zmianie, mogę go lepiej przygotować na nadchodzące przeciwności i wszelkie problemy.

Nie chcę tutaj wypaść na jakiegoś wielkiego znawcę w temacie zmiany swojego życia na lepsze, od tego są inni, ale sam to przeszedłem więc wiem na czym to polega i jak ciężka praca nad sobą, was czeka. Was to znaczy te 2 osoby, które się zdecydują na pierwsze kroki 🙂 Dodatkowo zaznaczę bardzo ważną sprawę, a co tam, napiszę ją pod spodem w innym kolorze

Tu nie chodzi o pieniądze, tu nie chodzi o pieniądze, tu nie chodzi o pieniądze!!!

To nie jest takie proste

Dla tych wszystkich, którzy myślą, żeby zmienić swoje życie na lepsze, to znaczy polepszyć swój stan majątkowy, to niestety musze was rozczarować. To nie jest takie proste jakby się wydawało. Polecam zapomnieć o gotówce i zacząć od zmiany nastawienia. A jeśli myślicie, że oba aspekty są ze sobą powiązane i nie da się inaczej, to uwierzcie mi na słowo. Patrzę właśnie na swój pusty portfel i jakoś mnie to nie przeraża, a szczęśliwy jestem tak samo jak przed chwilą. Yupii

Ok to by było na tyle jeśli chodzi o pierwszy tekst tego typu. W głowie mam pomysły na następne także cierpliwie czekajcie pojawią się niebawem. Tymczasem zapraszam do udostępniania, komentowania i co tam jeszcze wam do głowy przyjdzie. Dziękuje wam serdecznie za dotarcie aż tutaj.

 

Photo by Kyle Glenn on Unsplash

Co musisz zrobić, żeby twoje dziecko nie narzekało?

1 Comment

Podziękowanie i wstęp, nie związany z tekstem poniżej

Zaczynając pisanie tego bloga wiedziałem, że będą to posty, oparte wyłącznie na moich doświadczeniach z wychowaniem tylko jednego dziecka (narazie). Nie ma co się oszukiwać, każdy kto ma dziecko, może zostać takim samym, albo i lepszym „pisarzem” jak ja. Dosłownie każdy. Jak śpiewał klasyk „Pisać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi”  (zamiast pisać było śpiewać 🙂

Dlatego ogromnie się cieszę, że pomimo braku czasu, oraz nadmiaru obowiązków, tak chętnie tutaj zaglądacie i zostawiacie znak po sobie na Insta oraz Facebook  Thanks a lot

Niemniej jednak trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Doświadczenie z wychowaniem jednego dziecka na porządnego człowieka (mam nadzieję, że takim właśnie się stanie) plus stos przeczytanych książek z tym związanych, to nie jest zbyt wielka wiedza, aby można było się nią dzielić bez końca. Co prawda mógłbym pisać kilka razy w tygodniu o tym jak przekonałem gównia….co jo piszę….słodziaczka mojego do zjedzenia marchewki, potem jak bez płaczu wrócił z placu zabaw, a na koniec pod wieczór, zjadł całą kolację i nie marudził, że juz musi iść spać, ale czy kogoś to obchodzi? No tak właśnie myślałem. Dlatego pisać będę wyłącznie o tym, co może przydać się w każdym domu, a raczej w każdej rodzinie z dziećmi (i nie mam tu na myśli korkociągu).

Dlatego trzeba rozwinąć skrzydła i oprócz znanych już wam tematów, dodać kolejne, którymi mogę się dzielić. Nie będą to jednak, żadne kulinaria, ponieważ jadam tylko schabowe. Nie będzie nic o aktywności fizycznej ponieważ mój brzuch nie pozwala mi się poruszać dalej niż do kuchni (przynajmniej narazie). Nie będzie też nic o modzie, ponieważ lubię chodzić w dresach, dżinsach i garniturach (czyli się nie znam). A o czym będzie przekonacie się wkrótce…

Temat dnia

Przestań narzekać

Zrób to, a twoje dziecko będzie…

Jestem pewien, że każdy z was widząc posta o złotych radach typu „jak zrobić ze swojego dziecka, idealnego przedszkolaka w tydzień„, puka się w głowę, i zastanawia co palą jego rodzice. Nie da się zmienić dziecka ot tak po prostu kilkoma prostymi radami. Możecie się ze mną zgodzić albo nie. Ale wiem, że mam rację i tego się będę trzymał.

Ok, to teraz dla tych co uważają że nie mam racji. Dziecko nie jest naszym sługą, nie jest też niewolnikiem, ani nawet nie jest naszym pracownikiem na pół etatu z prawem do płatnego urlopu. Jego nie można zmusić do czegokolwiek, wbrew jego woli. Musimy się oczywiście trzymać pewnych zasad i reguł, panujących w naszych domach, ale trzymajmy się ich wszyscy dobrze. Jeśli prosisz dziecko, żeby nie przeklinało, bo to nieładnie, ty też tego nie rób. Jeżeli robisz mu zupkę warzywną, podczas gdy ty jesz kebaba, to nie dziw się, że dziecko chce frytki i Bigmaca na wynos. (Znowu brzmię jak rady za 5zł, co nie?)

Nie rozumiem własnego dziecka

Podejrzewam, że każdy rodzic wie o tym, że dziecko nas obserwuje i stara się naśladować nasze zachowania, gesty, słowa. Nic więc dziwnego, że dzisiaj tak wielu rodziców nie potrafi dogadać się ze swoimi nastoletnimi dziećmi. Dzieci dorastają, przechodzą w trudniejszy okres jakim jest „bunt nastolatka” (o którym jak narazie chu….wiem) i nie są już małymi posłusznymi brzdącami, które dostaną karę za nieposprzątany pokój i będą siedzieć cicho w swoim pokoiku. Jeśli nie będziemy mieli z naszymi dziećmi dobrego kontaktu od niemowlaka, to żadne złote rady nam się nie przydadzą.

Świeć przykładem

Dobry kontakt jednak to nie wszystko. Tutaj zaczyna się najtrudniejsze co może spotkać rodziców. Jesteśmy wzorem do naśladowania. Przykłady naszych zachowań są kopiowane do pamięci głównej naszego malucha, a potem odtwarzane w miarę upływającego czasu. Dlatego tak ważną częścią naszego życia powinna być zmiana. Zmiana naszego nastawienia do rzeczywistości jaka nas otacza.

Wszędzie gdzie się nie znajdziemy otaczają nas „narzekacze”. Ludzie, którzy uważają, że mają najgorszą sytuację w Polsce. Nie odpowiada im praca, szkoła, dzieci, rodzice, pogoda, dom, ogród i co tam jeszcze słyszeliście. Nie chcemy, aby nasze dzieci narzekały, ale my to robimy więc??

Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Umówmy się, że narzekanie nam w niczym nie pomaga, a jeżeli to właśnie robicie od poniedziałku do niedzieli, to słyszą to wasze dzieci. One też w pewien sposób zaczynają najpierw nieśwadomie stękać, marudzić, że do przedszkola nie pójdą, nie ubiorą się w koszulkę, czy też nie pojadą z tobą do babci, mimo, że to już zostało ustalone wcześcniej.

Co dalej z nimi

Nagle zauważasz, że malec jest uparty nie do wytrzymania, ty tracisz cierpliwość i zaczynasz na niego narzekać, jaki jest niedobry, że cię nie słucha i nie masz już na niego siły. Dziecko jak już kiedyś pisałem…(a nie to było na Instagramie jedna z tych moich pięknych myśli)…nie potrafi odróżnić kłamstwa od żartu, ani sarkazmu od ironii. Bierze wszystko jak leci. Dochodzi do niego źle zinterpretowana prze niego wiadomość, że jest niedobrym, upartym, i niesłuchającym się dzieckiem.

Zgadnij co się dalej dzieje? Zaczyna być takie coraz częściej i częściej. Słyszy to samo od ciebie, więc wciąż powiela te same błędy. Ty mu mówisz, że jest uparte, to jest. Mówisz, że cię nie słucha, to cię nie słucha. Rozpowiadasz wokoło, że stał się nie do wytrzymania, no to taki właśnie będzie.

No i jest przykładzik,

Pomyśl jak się czujesz w pracy gdy szef, mówi ci codziennie, że masz słabe wyniki, że się nie starasz, że jesteś do niczego, że inni są dużo lepsi, że myśli o zabraniu ci premii (jeśli gdzieś dzisiaj są premie:). Czy takie słowa dodają ci skrzydeł, motywacji do działania, masz ochotę poprawić swoje wyniki i chce ci się żyć. No raczej nie. Jesteś wkurwiona na szefa, że sie czepia, masz centralnie w du.. co mówi, bo masz umowę na stałe i nie może cię zwolnić. A twoje wyniki nie poprawiają się, bo olewasz jego narzekania.

W innej sytuacji, szef podchodzi do ciebie z uśmiechem na twarzy i mówi, że popsuły ci się wyniki. Pyta Cię czy masz jakieś problemy, czy może ci jakoś pomóc. Ty opowiadasz mu, że twoja mama choruje i się martwisz, czy wszystko będzie z nią ok i to są właśnie powody twojej tymczasowej niedyspozycji do pełnego zaangażowania. On ze zrozumieniem, klepie cię po ramieniu (nie mylić z mobbingiem) i mówi, że wszystko się jakoś ułoży, że wierzy że będzie dobrze. Mówi ci, że wie że się starasz jak możesz, i żebyś się wynikami nie przejmowała. Założę się, że większość z nas przy takim szefie będzie chciała pokazać się z jak najlepszej strony. On zrozumiał nas, więc my powinniśmy zrozumieć jego.

Bądź lepszym szefem w domu

Podobnie jest z naszymi dziećmi. I o ile sytuacja z wrażliwym i wyrozumiałym szefem, może się zdarzać rzadko (ja takiego mam:) to w domu z dziećmi mamy wybór naszego nastawienia. To w końcu od nas zależy jakim będziemy „szefem” dla naszego szkraba. I jeśli właśnie pomyślałaś/eś, że to się z twoim dzieckiem nie uda, bo jest zbyt leniwe, uparte czy jakie tam jeszcze może dziecko być, to co ci szkodzi spróbować, zmienić swoje nastawienia. Pamiętaj, że to dla dobra twojego dziecka, a nie dla siebie.

Wierzę, że dzieci podobnie jak my, lubią się wygadać, trochę nabroić i zyć pełnią szczęścia. Tylko gdzieś na przełomie lat, to wszystko zostaje zapomniane, nie chce się nam szukać już, co, gdzie po co i dlaczego. Zanurzamy się coraz głębiej w maraźmie i do niczego już nie chce się nam dążyć, a najgorsze w tym jest to, że ciągniemy za sobą dzieci, dokładnie w to samo miejsce.

Jeżeli więc nie chcesz aby twoje dziecko chodziło smutne, zmęczone, apatyczne i bęz chęci do działania, to pokaż mu proszę jak z tego wyjść. Po prostu ŚWIEĆ PRZYKŁADEM

 

Photo by Christopher on Unsplash

%d bloggers like this: